Puchar ŚwiataSkoki narciarskie

Covidowe szaleństwo- o sezonie słów kilka cz. 1/2

Sezon 2020/21 w skokach narciarskich dobiegł końca już jakiś czas temu, więc jest to idealna pora by przeanalizować i podsumować, na chłodno minioną zimę. Początki przypomniały nam w jakiej rzeczywistości obecnie żyjemy. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że ten sezon może być inny, ba niektórzy eksperci twierdzili iż przez pewne przepisy i restrykcje będziemy świadkami wypaczania wyników. Taki scenariusz rzeczywiście się sprawdził np. w przypadku Marity Kramer, która przez fałszywe wyniki testów straciła szansę na zdobycie Kryształowej Kuli.

Skrót artykułu
  • Wstęp do sezonu
  • Austriacy
  • Turniej Czterech Skoczni

Wracając do sezonu…

…mającego po raz kolejny początek w Wiśle, już tam poczuliśmy, że bez kibiców zdecydowanie mniej przyjemnie ogląda się zawody. Pierwszy konkurs drużynowy zakończył się świetnym zwycięstwem Austriaków, drugie miejsce zajęła reprezentacja Niemiec, a podium dopełnili Polacy. W konkursie indywidualnym przewidywania bukmacherów się sprawdziły, gdyż triumfował Markus Eisenbichler i przez długi czas, a właściwie do końca pierwszego etapu Pucharu Świata był uznawany za faworyta do zgarnięcia w nim głównej nagrody i dotrzymywał kroku norweskiej sensacji. Dominatora w postaci Graneruda. Do zawodów w Engelbergu polscy fani też nie mogli narzekać, bo Polacy na 7 konkursów aż w czterech stawali na podium, z czego weekend z dwoma zawodami w Niżnym Tagile był tym, na który pojechał nasz drugi garnitur. Dzięki temu, że kadra Dolezala, a także Austriacy (z wyjątkiem na Daniela Hubera) wystawili skład rezerwowy, to życiowe wyniki zajmując 6 miejsce, ustalili Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek, a pierwsze punkty w Pucharze Świata zdobył Thomas Lackner. Zajmując od razu czwarte miejsce. Austriak otarł się o podium i niewątpliwie zmotywowało go to w dalszej części sezonu. 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez FIS Ski Jumping (@fisskijumping)

Austriacy

Skoczkowie z państwa słynącego ze strudla mieli w tym sezonie niesamowitego pecha i trzeba się chwile nad tym pochylić. Ich największa gwiazda, Stefan Kraft zaliczył wpadkę w pierwszych zawodach, nie zdobywając punktów, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Po zawodach w Wiśle doszła do nas informacja o koronawirusie w ich kadrze. Spowodowało to brak ich podstawowych zawodników i oczywiste obniżenie formy u Hayboecka czy Krafta. Niewykluczone, że gdyby Michael skakał regularnie, to na MŚwL wskoczyłby na podium. Austriakom udało się przygotować na wyżej wspomniany czempionat w Planicy, jednak u Krafta odezwała się stara kontuzja pleców, przez co musiał ominąć zawody, a także następny weekend w Engelbergu. Wrócił co prawda na TCS, ale ewidentnie brakowało mu regularnej formy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez FIS Ski Jumping (@fisskijumping)

Turniej Czterech Skoczni

No właśnie, Turniej Czterech skoczni, kolejna szansa dla Halvora Egnera Graneruda, by potwierdzić swoją dominację także poza zwykłymi zawodami PŚ. Na mistrzostwach na Letalnicy co prawda zajął drugie miejsce, a z drużyną triumfował. Po konkursie indywidualnym pokazał, że w tym sezonie celuje najwyżej jak tylko się da i interesują go tylko triumfy. Warto nadmienić, że w międzyczasie po zdobyciu Mistrzostwa Świata w Lotach, Karl Geiger musiał odbyć kwarantannę, która zabrała mu możliwość startu w ostatnich zawodach przed TCS-em. W Engelbergu Granerud potwierdził swoją dobrą formę i był murowanym kandydatem do zwycięstwa w turnieju. W Oberstdorfie mieliśmy jednak innego bohatera i ogromna szkoda, że nie mieliśmy szczęścia oglądać tych zawodów z udziałem publiczności, gdyż to wypoczęty Karl Geiger triumfował w pierwszych zawodach cyklu i rozbudził nadzieje Niemców na pierwszy triumf ich rodaka od czasów Hannawalda. Dla Polaków ten początek też nie był najgorszy, gdyż tuż za naszym zachodnim sąsiadem uplasował się Kamil Stoch. Zawody w Ga-Pa są pierwszymi w nowym roku. Więc wejście w 2021 kadra „Dodo” zaliczyła idealne. W pierwszej czwórce mieliśmy aż trzech Biało-Czerwonych, a ozdobą konkursu był skok Dawida Kubackiego na nowy rekord skoczni, który przypieczętował jego zwycięstwo w noworocznym konkursie. Warto wspomnieć, że drugie miejsce Graneruda pozwoliło mu na ponowne postawienie go w roli faworyta. Nie od dziś wiadomo, że to Bergisel jest skocznią, na której wielu skoczków przegrywało turniej. Tak też było z Norweskim dominatorem oraz wciąż faworytem do triumfu – Karlem Geigerem. Obaj skoczyli bardzo kiepsko w pierwszej serii, a Granerudowi tylko dzięki trybowi KO udało się dostać do drugiej serii. Ostatecznie konkurs na swojej ulubionej skoczni wygrał Kamil Stoch, a Dawid Kubacki uplasował się na trzecim miejscu. Na tym etapie Granerud walczył już właściwie tylko o końcowe podium TCS. Interesująco robiło się, gdy popatrzyliśmy na różnice punktowe i formę Dawida, Karla i Kamila. Cała trójka mogła w Bischofshofen zwyciężyć. Kamil już w pierwszej serii odleciał rywalom, ale rywalizacja o podium między Kubackim, a Halvorem była niezwykle emocjonująca i ostatecznie Norweg przegrał wszystko w turnieju o ledwie 0,4 punktu z Dawidem. Stoch przypieczętował swój triumf dostając przy okazji najlepszą notę w sezonie i wygrywając swój trzeci TCS w karierze. Geiger mimo braku końcowego zwycięstwa i tak mógł być z siebie dumny. Nastroje w ekipach Polski i Niemiec były pozytywne, natomiast u Norwegów więcej w samym turnieju ugrał Marius Lindvik, który tak jak w zeszłym sezonie, złapał bardzo dobrą formę na TCS i kto wie, być może gdyby nie chory ząb i opuszczenie dwóch konkursów to on zgarnąłby złotego orła. W końcu w dwóch konkursach,  w których startował zajmował drugie miejsca.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez FIS Ski Jumping (@fisskijumping)

Kolejna część niebawem.

Źródło
Zdjęcie tytułowe

Powiązane artykuły

Back to top button